W świecie ogrodnictwa łatwo ulec modzie. Coroczne trendy, popularne odmiany i sezonowe bestsellery sprawiają, że ogrody zaczynają wyglądać podobnie. Ale jeśli, tak jak ja, lubisz iść własną drogą, wybierać rośliny, które niekoniecznie są „na czasie”, ale za to potrafią opowiedzieć własną historię, to ten wpis jest właśnie dla Ciebie.
Dziś chcę opowiedzieć o dwóch tulipanach, które wymykają się schematom. To niezwykłe odmiany tulipanów, które nie tylko zdobią rabaty i pojemniki, ale również pobudzają wyobraźnię i nadają kompozycjom artystyczny charakter. Ich kolorystyka i forma nie są typowe i właśnie za to je uwielbiam.
Tulipany inne niż wszystkie
Zawsze kierowałam się własnym gustem, zarówno w życiu, jak i w ogrodzie. Moje rabaty to nie kopie katalogowych zdjęć, a przestrzenie, w których rośliny łączą się w nieoczywiste zestawienia. Inspiruje mnie wiele, ale wybory, których dokonuję, są bardzo osobiste.
I coraz częściej są to tulipany, które nie należą do oczywistych. Lubię te, które budzą emocje, pobudzają kreatywność i wnoszą do ogrodu coś, co trudno opisać słowami.



Tulipan „Marilyn” – liliokształtna dama o malinowym akcencie
Pierwsza z moich ulubionych odmian to tulipan liliokształtny „Marilyn”. Już sam jego pokrój przyciąga wzrok: smukłe, eleganckie kielichy o białych płatkach, delikatnie muśnięte malinowym różem, wyglądają jakby były stworzone do bukietów. Ale „Marilyn” zachwyca nie tylko urodą, to odmiana, która potrafi trwać.
Cztery lata temu posadziłam cebulki w donicach. Gdy pięknie zakwitły, przesadziłam je do gruntu. Od tamtej pory co roku przypominają o sobie, kwitnąc w coraz liczniejszym towarzystwie. Rozpoczynają kwitnienie w maju i kwitną najdłużej ze wszystkich tulipanów w moim ogrodzie. Nie straszne im ani niespodziewane wiosenne upały, ani deszcz (nie pokładają się, zachowując piękny pokrój). Cudownie wyglądają w bukietach, choć ostatnio żal mi je ścinać, wolę podziwiać je na rabacie. Chyba czas wprowadzić ich więcej do ogrodu.


Tulipan „Estella Rijnveld” – papuzia ekstrawagancja
Druga bohaterka tego wpisu to prawdziwa sceniczna diva – papuzi tulipan „Estella Rijnveld”. Ta odmiana nie próbuje się nikomu przypodobać. Ona zachwyca bezkompromisowo. Jej płatki są pofalowane, postrzępione, niemal dzikie, a kolory jak z deseru: truskawkowa czerwień z bielą przypominającą bitą śmietanę.
Z daleka wygląda jak zmysłowy deser, z bliska jak egzotyczny ptak, który za chwilę poderwie się do lotu. Jest absolutnie spektakularna.

Trzeba jednak pamiętać, że Estella jest nieco bardziej wymagająca niż „Marilyn”. Najlepiej kwitnie przez pierwsze dwa sezony, a potem warto ją wykopać i przesuszyć. Ale zapewniam – warto włożyć w nią trochę troski, bo efekty są oszałamiające. Jeśli nie na rabacie, to przynajmniej w dużym pojemniku na tarasie. Gdziekolwiek się pojawi, przyciąga spojrzenia i robi wrażenie.
Dla mnie to najpiękniejszy z tulipanów papuzich, i choć kapryśny w pełni wart zachodu.


Czy Ty też masz buntowniczy charakter i lubisz, gdy Twoje rabaty różnią się od tych z okładek katalogów czy Instagrama? Jeśli tak, zachęcam Cię do eksperymentowania. Tulipany liliokształtne i papuzie to doskonały sposób na wprowadzenie oryginalności i wyrazistości do wiosennych kompozycji. Nie musimy podążać za trendami, by tworzyć piękne ogrody. Wystarczy, że będziemy wierni własnej wrażliwości i estetyce.

Nie mogłam nie wprowadzić moich ukochanych odmian do sklepu – od dziś znajdziecie je w nowej, rozszerzonej ofercie tulipanów w ZoriGarden. Zapraszam – może i Tobie uda się stworzyć wiosenną kompozycję, która będzie opowiadać własną historię.


